BLOG

2015-10-20 11:30:51

Rewolucja cyfrowa jaka dokonała się na przełomie XX i XXI wieku sprawiła, że dzielenie się wiedzą i doświadczeniem stało się rzeczą tak naturalną, jak dzielenie się kanapką w szkole, czy papierosem w wojsku. W ten sposób powstały takie ikony cyfrowego dobra wspólnego  jak Wikipedia czy Linux.

 

Z drugiej strony, powstały i powstają cale gałęzie przemysłu cyfrowego: wyszukiwarki, porównywarki, różnego rodzaju platformy doradcze, informacyjne, których model biznesowy oparty jest na dzieleniu się wiedzą i doświadczeniem różnych użytkowników i konsumentów.

 

I trzecie, bardzo liczne i ważne środowisko oparte na dzieleniu się wiedzą i doświadczeniem to społeczności pomocowe i samopomocowe oparte na e-wolontariacie jak na przykład: www.amazonki.net

 

Dzielenie się wiedzą i doświadczeniem stało się więc tak powszechnie stosowanym zachowaniem, że powstają specjalne platformy, których celem jest ułatwienie wymiany wiedzy i doświadczenia różnych specjalistów w celu wspierania projektów społecznych. Pierwszą taką platformą crowdsourcingową w Polsce jest www.tudu.org.pl

 

Trudno wiec wyobrazić sobie cywilizację XXI wieku, w której jakakolwiek aktywność nie odwołuje się do wiedzy i doświadczenia innych osób. Kupując dowolny produkt czy usługę konsumenci starają się najpierw sprawdzić na forach, co sądzą o tym inni konsumenci, lub  poznać opinię blogerów i ekspertów na platformach informacyjno-edukacyjnych w Internecie.

 

To dzielenie się wiedzą i doświadczeniem, jest ważne także na poziomie pojedynczych organizacji. Ale ten proces nie następuje samoistnie. Często członkowie zespołów bronią się przed dzieleniem się wiedzą i doświadczeniem, uważając,  że w ten sposób oddają coś co jest ich przewagą, coś co jest ich atutem.

 

Samemu niewiele zdziałasz! Warto więc budować w organizacjach kulturę współdzielenia, ale nie jest to proste. Dlatego programy przygotowujące jednostki do naturalnego w takiej kulturze funkcjonowania powinny być  wdrażane już na poziomie szkół. Powinny być  oparte o pracę zespołową, czy wolontariat, który zakłada nie tylko dzielenie się czasem, ale także wiedzą i doświadczeniem.

 

Również wolontariat pracowniczy, który oparty jest na tych samych zasadach jest wolontariatem bardzo cennym dla organizacji, ponieważ jest to płaszczyzna pozwalającą na wprowadzanie nowej kultury w organizacji. Szczególna rola czeka przywódców biznesowych,  którzy powinni stać się liderami w dzieleniu się wiedzą i doświadczeniem nie tylko w swoich organizacjach, ale także wspierając tych na początku drogi w świecie przedsiębiorczości – jak startupy – czy tworzących dobro wspólne i  działających na rzecz zmiany społecznej – czyli organizacje pozarządowe i społeczne.

 

Trzeba przyznać, że odejście od modelu rywalizacyjnego na rzecz współdzielenia wymaga zachęt, nowych rozwiązań organizacyjnych i  języka korzyści. Podzielmy się więc doświadczeniem w dzieleniu wiedzą i doświadczeniem!

 

A wskazówką niech nam będzie fragment regulaminu Wikipedii:

a. Szanuj innych wikipedystów, nawet jeśli się z nimi nie zgadzasz.

b. Bądź uprzejmy.

c. Nie angażuj się w wycieczki osobiste i uogólnienia.

d. Szukaj konsensusu.

e. Unikaj kłótni.

f. Działaj w dobrej woli i zakładaj dobrą wolę u innych.

 g. Bądź otwarty.

 

 

 

 

 

 

 

 

2015-06-25 12:12:07

Mówiąc o współpracy, rozwoju, dialogu, i partnerstwie z perspektywy społecznej odpowiedzialności biznesu należy zwrócić uwagę na-często pomijane przy działaniach związanych ze społecznym zaangażowaniem - dobro wspólne. Znaczenie dobra wspólnego zostało docenione w 2009 roku, kiedy  Elinor Ostrom przyznano Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii.

Dobro wspólne

Dlaczego należy skupić uwagę na na dobru wspólnym? Ponieważ to pozwala na budowanie innej perspektywy dla partnerstw i dialogu. Najczęściej niepotrzebnie koncentrujemy się na problemie. Przykładem może być jedna z miejscowości w Polsce, w której mieszkańcy zimą palili w piecach nie tylko opałem, ale także różnymi śmieciami. Te śmieci sprawiły, że w atmosferze było tak dużo zanieczyszczeń, że miejscowość (uzdrowiskowa), w której dobrze rozwijała się turystyka,  mogłaby stracić tak dla niej ważny status miejscowości turystycznej.

Ale koncentrowanie się na tym (problemie), że mieszkańcy używają do palenia śmieci oraz podejmowanie  prób znalezienia i ukarania winnych nie doprowadziły  do niczego pozytywnego.. Mieszkańcy zaczęli palić śmieci nocą, społeczność się podzieliła i zaczęły tworzyć się konflikty. Trudno zresztą budować partnerstwo przeciw komuś, bo takie działania prędzej czy później prowadzą do jeszcze większych podziałów.

Co w tej sytuacji należy zrobić? Zadać sobie pytanie: co by było, gdyby mieszkańcy przestali palić śmieci? Byłoby czyste powietrze. I to czyste powietrze jest dobrym przykładem dobra wspólnego. Takie podejście, w którym zastanawiamy się nie nad tym, jak duży jest problem, ale co by było, gdybyśmy ten problem rozwiązali. Jest to  nie tylko bardzo dobra podstawa do budowania partnerstw, wizji zmiany życia społeczności, tworzenia nowych rozwiązań które mogą zmieniać życie lub podnosić komfort życia mieszkańców, ale też bardzo dobrysposób definiowania dobra wspólnego.

Świadomość korzyściBy dobro wspólne było dobrze przyjęte i pielęgnowane przez społeczności, konieczne jest spełnienie jeszcze jednego warunku: społeczność powinna być świadoma korzyści, jakie to dobro wspólne ze sobą niesie. A za komunikowanie korzyści wynikających z dobra wspólnego odpowiedzialni są zarówno partnerzy, którzy je budują, ale także liderzy opinii publicznej z danej społeczności. Jeżeli uda się przekazać społeczności informacje o korzyściach, wtedy o wiele łatwiej będzie nam zadbać o dobro wspólne i się nim cieszyć.

Przykładów włączania się przedsiębiorców w budowanie dobra wspólnego i dbania o społeczność mamy wiele. Świetnie to widać na poziomie lokalnym. Dębicki Klub Biznesu zorganizował ruch wolontariacki, w ramach którego opieką objęte są różnego rodzaju dobra wspólne dla społeczności. Przedsiębiorcy wraz z pracownikami włączyli się w rozmaite akcje na rzecz lokalnych dóbr wspólnych. Od najprostszych, takich jak place zabaw, które pracownicy wspólnie z mieszkańcami i młodzieżą wyremontowali; po bardziej zaawansowane, które niosą dużą zmianę społeczną. Są to np. programy wspierające aktywność mieszkańców takie jak Działaj Lokalnie czy Lokalne Partnerstwa PAFW, łączące zasoby społeczności i sprawiają, że wiele inicjatyw lokalnych jest wspieranych finansowo i wolontarystycznie. Takie programy także włączamy do karegorii dobra wspólnego. Przedsiębiorstwa, będące członkami społeczności, mogą uczestniczyć w budowaniu tego typu programów, a tym samym dobra wspólnego, nie tylko wspierając działania finansowo, ale przede wszystkim oferując czas pracowników, ich kompetencje i wiedzę.

Kluczem sukcesu i powodzenia takich programów nie jest komunikowanie, że inicjatorem jest konkretna organizacja, firma czy instytucja. Trzeba zwracać uwagę na to, żeby pokazywać korzyści jakie dają społeczności i pokazywać takie przedsięwzięcia w kategoriachdobra wspólnego.

Co by było gdyby ...Jasno zdefiniowane i klarownie komunikowanie dobro wspólne stanowi bardzo dobrą podstawę do budowania strategii współpracy z interesariuszami. Dlatego powtórzę, zamiast skupiania się na samym problemie warto wyobrazić sobie, co by było, gdyby został on rozwiązany. Właśnie takie podejście pozwala na tworzenie wizjonerskich strategii.

 

 

 

2014-12-17 13:07:39

Społecznik – przedstawiciel organizacji pozarządowej – idzie do właściciela firmy. W celach, wiadomo, fundraisingowych, czyli po prośbie. Rozmowa idzie dobrze, właściciel ludzki człowiek i jest zainteresowany. Na tyle mu się spodobał społecznik, że postanowił oprowadzić go po zakładzie. Zakład duży i ładny, nowoczesny, zadbany, praca idzie pełną parą – po prostu Europa.

 

– A ilu ludzi zatrudniacie? – społecznik grzecznie wykazuje zainteresowanie przedsiębiorstwem.
– A tych tam pięciu na produkcji. No i jeszcze jeden w biurze – odpowiada właściciel.
Społecznik to rozgarnięty chłopak, zaczyna się więc zastanawiać: „Taki wielki zakład i tylko sześć osób?” Omiata wzrokiem kilkaset metrów kwadratowych hali i pyta:
– A kto to wszystko sprząta?
– Mam firmę od tego, zatrudniają dziesięć osób, ja dostaję co miesiąc fakturę, mam posprzątane jak trzeba i nie muszę się martwić o umowy, zwolnienia, chorobowe i inne takie.

Bystre oko społecznika spoczywa na pudłach przeznaczonych do transportu. Pudeł jest mnóstwo, pod sam sufit prawie.
– A kto to wszystko rozwozi?
– A firma transportowa. Przyjeżdżają, zabierają, szybko i sprawnie, towar trafia gdzie trzeba, a ja się nie martwię ani o przeglądy samochodów, ani o związki zawodowe…


No tak, myśli społecznik, i oczy mu zaczynają błyszczeć. Oprócz darowizny dostał jeszcze od właściciela dobrą praktykę. No bo skoro w biznesie można, to może i u nas można…?


Można. I to nie tylko u nas, czyli w trzecim sektorze, ale od 2010 roku także i w samorządach można zlecać realizację własnych zadań pośrednikom. Takie rozwiązanie nazywa się regrantingiem i oznacza, że darczyńca nie dotuje realizacji projektów bezpośrednio, ale znajduje pośrednika, który w jego imieniu przydziela dotacje. A potem także monitoruje i rozlicza realizację projektów. Dlaczego warto stosować regranting?


Po pierwsze: lepiej
Pośrednik, najczęściej organizacja pozarządowa, to fachowiec. Zna się dobrze na zadaniu, które chce się mu powierzyć, wie nie tylko komu i na co przydzielić dotacje, ale także umie współpracować z tymi, którzy realizują projekty. Dzięki niemu można zrealizować więcej i lepszych projektów. Jednak lepiej niekoniecznie znaczy taniej. Wiedza i kompetencja pośrednika kosztują. 

 

Po drugie: efektywniej
Pośrednik ma możliwości. A często także ogromny kapitał społeczny, dzięki któremu zdobywa środki z różnych źródeł i ma dostęp do wielu zasobów. Krótko mówiąc, do każdej złotówki na realizację zadania pośrednik może dołożyć drugą i zwiększyć pulę środków przeznaczonych na dane zadanie.

Po trzecie: bliżej ludzi
Pośrednik reprezentuje społeczeństwo obywatelskie. Przekazując pieniądze pośrednikowi darczyńca przekazuje także moc decyzyjną. Tym samym mówi ludziom: sami zadecydujcie o tym co i za ile chcecie realizować. Takie postępowanie jest nie tylko zgodne z konstytucyjną zasadą pomocniczości, według której jednostka większa nie powinna wykonywać czegoś, z czym może sobie poradzić mniejsza jednostka, ale także w pełni realizuje zasady demokracji. No bo czy można sobie wyobrazić bardziej demokratyczny sposób zarządzania pieniędzmi niż przekazanie ich do dyspozycji ludziom?


No dobrze, wiadomo już dlaczego warto stosować regranting. Ale jak go stosować? Na to pytanie nie sposób odpowiedzieć w krótkim tekście, dlatego odsyłam do dwuczęściowego podręcznika regrantingu, który wydała niedawno ARFP: DO POBRANIA

 

I zapewniam – a ARFP ćwiczy to od wielu lat – regranting to dobry sposób, żeby zrobić i się przy tym nie narobić.

2014-12-02 16:30:54

Często słyszy się opinie, że społeczeństwo Polskie jest wobec siebie nieufne, że w Polsce panuje niski poziom zaufania społecznego. Dużo  też się o tym mówi w kontekście społecznej odpowiedzialności biznesu, że warto budować zaufanie społeczne, natomiast  rzadko pojawiają się argumenty mające charakter czysto praktyczny albo pokazujący korzyści jakie płyną z zaufania.


Oczywiście podstawową korzyścią płynącą z zaufania otoczenia organizacji jest budowanie kapitału społecznego, który w dużej mierze oparty jest właśnie na zaufaniu. Myślę, że warto przyjrzeć się zaufaniu także od tej strony biznesowej. Otóż zaufanie może być bardzo ważną przewagą konkurencyjną.


Współcześnie wiele projektów biznesowych stawia właśnie na zaufanie i wygrywa na tym. Zaufanie zbudowane dzięki niespotykanej do tej pory otwartości i możliwości wymiany informacji w Internecie pozwala minimalizować koszty i eliminować zbędnych pośredników. Dzięki przedsięwzięciom internetowym możliwe jest konkurowanie z nieuczciwymi przedsiębiorcami „tradycyjnymi”, którzy oferują usługi niskiej jakości, jednak funkcjonują na rynku dzięki przestarzałym systemom licencji lub dzięki wpływom związków branżowych.


Powstanie i obecność na rynku biznesów opartych na zaufaniu ułatwia codzienne życie i sprawia, że dla większej ilości konsumentów dostępne stają się dobra czy usługi do tej pory ze względów finansowych nieosiągalne: np. turystyczne wyprawy do różnych, mniej lub bardziej egzotycznych miejsc świata. Jeszcze kilka lat temu np. Nowy Jork był dla zwykłego turysty z Polski bardzo drogim kierunkiem: ceny biletów lotniczych i hoteli były bardzo wysokie. Obecnie biletów szukamy on-line na wielu portalach i wyszukiwarkach połączeń, zamiast hotelu zaś wyszukujemy na stronie Airbnb ciekawą ofertę użyczenia odpłatnego czyjegoś mieszkania lub lokalu. Jest to o wiele tańsza opcja niż standardowy hotel. Dzięki temu można podróżować samodzielnie taniej niż za pośrednictwem biur czy agencji turystycznych.  Takich możliwości mamy teraz w sieci bardzo dużo: tak zwany  couchsurfing, to właściwie podróżowanie za darmo, jednak ze względu na niepewność ofert pozostaje on raczej opcją dla studentów.


Ekonomia współpracy pozwalająca na to abyśmy korzystali z rożnych dóbr, niekoniecznie nawet je posiadając np. firma Veturilo wypożyczająca rowery w Warszawie. Nie musimy mieć roweru, możemy z niego korzystać. Obecnie trwają przygotowania do uruchomienia podobnego systemu udostępniającego samochody; takie wypożyczalnie samochodów działają już np. z Paryżu czy Berlinie.  Za każdym razem to wszystko musi być oparte na bardzo dużym zaufaniu, że ktoś nie zniszczy lub nie ukradnie roweru lub samochodu. Tak samo wynajmując to mieszkanie w Nowym Jorku, zostawiamy klucz w drzwiach, zatrzaskujemy drzwi i wracamy. Tak to funkcjonuje bo inaczej byłoby drogie i nieefektywne.


Protesty korporacji taksówkowych budzi wejście na rynki europejskie amerykańskiej firmy Uber, które oferuje usługi przewozu osób za pośrednictwem specjalnej aplikacji na smartfony. Aby zamówić transport np., z domu do pracy wystarczy kilka kliknięć i wybranie pojazdu na mapie. Należność pobierana jest automatycznie z karty kredytowej „podpiętej” pod aplikację. Kierowcy nie są zawodowymi taksówkarzami i nie jeżdżą oznakowanymi pojazdami. Uber jest pośrednikiem, ale ma podpisaną umowę i przekazuje kierowcom 80% kwoty uiszczonej przez pasażera.


Można by było powiedzieć tak, że zaufanie może być bardzo ważnym instrumentem, który pozwala na budowanie nowoczesnych, efektywnych  - oczywiście dzięki Internetowi -  modeli biznesowych. Ale nie tylko biznesowych, to mogą być też rożnego rodzaju rozwiązania ułatwiające nam życie np. młodzież  z Ostrowca studiująca w Lublinie korzysta profilu FB   Ostrowiec w Lublinie i w ten sposób organizuje transport  wykorzystując osoby,  które i tak tę trasę zamierzają pokonać.


Warto zauważyć, że wiele projektów biznesowych i społecznych może uzyskać wsparcie finansowe właśnie dzięki ogromnemu zaufaniu poprzez platformy  crowdsourcingowe i crowdfundingowe. Budujemy świat,  w którym korzystamy z rożnych źródeł oraz rożnych dóbr tylko dzięki temu, że sobie nawzajem ufamy. Dlatego też im wyższy poziom zaufania,  tym mogą być efektywniej wprowadzane nowoczesne projekty społeczne i biznesowe.


Z drugiej strony spotykamy się też na co dzień z sytuacjami , w których pokazuje się nam, że tego zaufania nie ma i że brak tego zaufania dużo kosztuje. Przykładem takiego działania może być moja własna historia: niedawno byłem w dużym banku. Gdy spytałem Panią która mnie obsługiwała,  dlaczego ta usługa jest tak droga to Pani,  powiedziała mi że jest to cena za bezpieczeństwo. Ja bym jednak powiedział, że to nie jest cena za bezpieczeństwo, a jest to cena za brak zaufania ludzi wobec siebie wewnątrz banku. Dlatego, że ta Pani nie mogła samodzielnie wykonać tej operacji. Musiała przyjść następna Pani, która potwierdziła tę operację  i tak dalej. Oczywiście w tej sytuacji lepiej dokonać takiej operacji samemu korzystając z bankowości internetowej. Ale ta sytuacja pokazuje negatywne skutki braku zaufania. Po prostu usługi będą drogie i będą przegrywać z tymi, które są na zaufaniu oparte. Podobnie z projektami społecznymi: nie byłoby „Szlachetnej paczki”, gdyby ludzie nie ufali jedni drugim. Gdyby nie było tak, że mamy zaufanie do wolontariuszy, którzy odwiedzają rodziny i spisują ich potrzeby, które potem mogą w postaci szlachetnej paczki zaspokoić grupy innych wolontariuszy i darczyńców.


Także od programów społecznych po programy biznesowe musimy myśleć o zaufaniu jako czymś co jest bardzo cenne, i w związku z tym wszelkiego rodzaju działania służące bezpieczeństwu samego zaufania, czyli rozwiązania prawne pozwalające na rozwój platform crowdsourcingowych  i crowdfundingowych, rozwiązania prawne służące budowaniu modeli biznesowych opartych na zaufaniu, niwelujące bariery są bardzo współcześnie potrzebne.


Nie powtarzajmy nieustannie, że Polacy mają niski poziom zaufania wobec siebie. Powtarzajmy natomiast, co możemy zrobić, żebyśmy mogli mieć większe zaufanie i pokazujmy przykłady, gdzie mamy  to zaufanie.  Świetnym przykładem jest wspomniana już  „Szlachetna paczka”, która robi dla poprawy zaufania społecznego o wiele więcej niż kampanie informacyjne czy badania, bo to dzięki takim projektom będziemy zdrowszym, mądrzejszym i bogatszym społeczeństwem.

 

 

 

2014-12-02 15:58:38

Zarządzający przedsiębiorstwami społecznymi często narzekają, że nie posiadają wystarczających kapitałów na finansowanie efektywnych kampanii marketingowych, a jednocześnie ponoszą koszty związane ze społeczną misją przedsiębiorstwa. Taka sytuacja jest bardzo niekorzystna dla przedsiębiorców społecznych i utrudnia im skuteczne konkurowanie z innymi podmiotami. Jednak można tę sytuację odwrócić, wręcz potraktować jako mocną stronę przedsiębiorstw społecznych. Pomocą będą tu nowe rodzaje marketingu: społecznego, społecznościowego i społecznie zaangażowanego. 


Zarządzanie przedsiębiorstwem ekonomii społecznej trudno sobie wyobrazić bez świadomego korzystania z tych trzech rodzajów marketingu. Takie instytucje budują przewagę konkurencyjną w oparciu nie tylko o cenę i jakość produktów lub usług ale także z wykorzystaniem swojego wizerunku i reputacji oraz pełnionej roli społecznej.


Aby przybliżyć czytelnikom sposoby zarządzania tego typu w niniejszym artykule postaramy się pokrótce omówić następujące zagadnienia.
1.    Definicje trzech typów marketingu
2.    Przykładowe praktyki związane ze stosowaniem tych podejść
3.    Zbiór wskazówek i zaleceń dla instytucji ekonomii społecznej.

Marketing społeczny – to promowanie idei. W tym artykule będzie – gwoli ścisłości mowa głównie o reklamie społecznej. Pojęcie marketing społeczny jest bowiem znacznie pojemniejsze, w jego zakres wchodzi np. marketing polityczny, którym się tu zajmować nie zamierzamy. Abstrahując jednak o od sporów natury językowej, przyjmujemy założenie, że pojęcie marketing społeczny jest używane jako przeciwieństwo marketingu komercyjnego.


Marketing społeczny oznacza więc wprowadzanie na rynek nowych idei, np. idea dbania o zdrowie, regularnych badań profilaktycznych, idea pozytywnego wizerunku mniejszości. Oczekiwanymi rezultatami takich działań może być np. zmiana negatywnych nawyków żywieniowych, ograniczenie używek; przeciwdziałanie przemocy w rodzinie, ograniczenie dostępu do używek przez osoby niepełnoletnie, zapinanie pasów bezpieczeństwa przy przewożeniu dzieci.


W marketingu społecznym ważny jest cel społeczny; korzyści producenta czy autora nie są tu pierwszoplanowe, co więcej, autor takiej kampanii często pozostaje nieznany.


Zmierzenie efektywności reklamy społecznej często jest znacznie trudniejsze, niż w przypadku reklamy komercyjnej. Wynika to między innymi z faktu, iż w reklamie społecznej nie można korzystać z takich wskaźników, jak np. wielkość sprzedaży (chyba że r.s. dotyczy np. apelu o pomoc finansową na określony cel). Mimo to badania skuteczności są możliwe i prowadzone. A o tym, że marketing społeczny może być skuteczny może świadczyć przykład akcji Ice Buckett Challenge, dzięki której organizacja ALS Association zebrała ponad 100 milionów dolarów na walkę ze stwardnieniem zanikowym bocznym. W Polsce Wikipedia zanotowała wzrost liczny zapytań o ALS z 550 do 8000 miesięcznie.


Ciekawym przykładem kampanii marketingu społecznego na poziomie lokalnym jest kampania poprowadzona przez Żywiecką Fundację Rozwoju Dajmy czadu! Żywiec bez czadu!


Żywicka Fundacja Rozwoju i jej partnerzy postanowili zawalczyć o czyste powietrze w miejscowości Żywiec. Kampania „Dajmy czadu! Żywiec bez czadu!” realizowana w ramach programu ma na celu uświadomienie mieszkańcom zagrożenia jakie niesie palenie śmieci w domowych piecach – a jest to zjawisko powszechne w wielu gospodarstwach domowych. Beskid żywiecki to czyste ekologicznie okolice, partnerzy programu chcieliby, by tak zostało. Bo to trzydziestotysięczne miasto położone w Kotlinie Żywieckiej cierpi z powodu okropnego smogu, który wisi nad miastem od jesieni do wiosny. Odpowiadają za to sami mieszkańcy, którzy dla oszczędności i wygody palą w piecach plastikowymi butelkami, śmieciami, czymkolwiek. Partnerstwo jednoczy mieszkańców, władze miasta, organizacje pozarządowe, szkoły wokół działań na rzecz czystego powietrza w Żywcu. Kampania trwa już drugą edycję; pierwsza zakończyła się ogromnym sukcesem realizatorów: udało się przekonać wiele organizacji i instytucji dl tego, by przyłączyły się do kampanii, przekonano dzieci i młodzież, by wpływały na rodziców i nie pozwalały w domowych piecach palić śmieciami, nawet pracodawcy w Żywcu zaczęli dążyć do zmiany stanu rzeczy.


Kampania, żeby była jak najskuteczniejsza, powinna być prowadzona za pomocą różnych metod. Tak też prowadzą swoją kampanię partnerzy z Żywca:
•  edukują dzieci, młodzież i dorosłych za pomocą wykładów i lekcji tematycznych w żywieckich szkołach, filmów edukacyjnych i ekologicznych,
•    organizują piknik ekologiczny, promujący ekologiczny styl życia,
•    prowadzą Eko-telefon, dzięki któremu można zainterweniować w przypadku łamania zakazu palenia śmieci w piecach
•    prowadzą kampanię outdoorową, która na każdym kroku zapoznaje mieszkańców Żywca z problemem
•    ogłaszają konkursy plastyczne, filmowe i organizują wystawy pokonkursowe .

Samorząd przyjął zaproponowane przez partnerstwo zmiany w systemie opłat za śmieci: opłata od mieszkańca, zamiast opłaty od kilograma śmieci. W efekcie 20 ton śmieci mniej zostało podrzuconych do osiedlowych kontenerów z domów prywatnych. W realizację kampanii zaangażowało się blisko 6 tysięcy osób, a dotrzeć udało się do ok. 180 000 odbiorców  (głównie dzięki kampanii w Internecie). 29 kwietnia 2011 roku za kampanię społeczną „Dajmy czadu – Żywiec bez czadu” żywiecka Fundacja Rozwoju otrzymała dyplom uznania z okazji Dnia Ziemi od Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska.

  1* http://www.lokalnepatnerstwa.org.pl

 

 

 

2014-07-25 14:22:05

Wizja była taka: oto ja, aktywna i zaangażowana Matka, biorę moją Córkę na rękę i zaprowadzam ją na nowy plac zabaw/ambitny teatr dla dzieci/zajęcia językowe i z dumą mówię: Córko moja, to by się nie zadziałało gdyby nie Twój głos…

 

O budżecie partycypacyjnym napisano już niemal wszystko. Ba, niektórzy z naszych lokalnych partnerów, jak na przykład Centrum Inicjatyw Społecznych CRIS z Rybnika, to główny popularyzator tego mechanizmu na Śląsku.  Ale takie rzeczy nie tylko lokalnie. Tym razem i Warszawa ma się czym pochwalić. Ponad 130 tyś. mieszkańców oddało w czerwcu swój głos. Dziś postanowiłam więc opisać udział najmłodszych mieszkańców Warszawy – dzieci.

 

Tak, wszystko się zgadza – dzieci. Czy wiedzieliście, że dzieci też mogły wziąć udział w głosowaniu na projekty? Dlaczego by nie? Przecież też tu mieszkają, korzystają z przestrzeni publicznej, biorą udział w miejskich wydarzeniach, mają styczność z przeróżnymi instytucjami. Dla mnie było to wydarzenie bez precedensu i idealna okazja do zaprezentowania dzieciom zalet demokracji i współodpowiedzialności za miejsce, w którym żyjemy. Głosowanie skonstruowane było bardzo przyjaźnie:

- trwało aż 11 dni (zagłosowaliśmy późnym popołudniem ostatniego możliwego dnia...),

- przewidywało możliwość głosowania osobiście, listownie lub internetowo (zagłosowaliśmy przez przenośny komputer, gdzieś w austriackim gospodarstwie w drodze na wakacje…),

- umożliwiało zapoznanie się z krótkimi ale bardzo treściwymi opisami projektów (w pośpiechu po 12 godzinach  podróży, ledwo omiatając wzrokiem opisy…),

- wymagało jedynie podania danych osoby głosującej wraz z peselem i adresem zamieszkania oraz potwierdzenia głosu e-mailem przez rodzica („Mamo, mamo, co tak długo piszesz! Ja chcę klikać, ja!)

- ogłoszenie wyników miało miejsce na Placu Defilad 11 lipca, można więc było pokazać dzieciom finał całego procesu (przegapiliśmy, niestety…).

 

Idealnymi wyborcami nie jesteśmy, to fakt. Niemniej jednak glosy zostały oddane. Moja sześcioletnia Córka cały dzień się dopytywała kiedy zagłosujemy i co może wybrać. Sama wskazała, w której części dzielnicy chce głosować  (wybrała rejon z osiedlowym domem kultury i przyszłą szkołą, co spotkało się z pełną aprobatą z mojej strony).  Omiatając opisy wzrokiem po krótce jej streściłam o co chodzi. Wprawdzie jej wybory nieco różniły się od lekko sugerowanych przeze mnie (tak, przyznaję, próbowałam wywierać nacisk – bezskutecznie). Tym samym z kretesem przepadł cykl zajęć teatralnych (ech… moja Córka wspaniale prezentowałaby się na deskach teatru) na rzecz zajęć sportowych dla mieszkańców (wszystkich? rodziców też??). Co więcej, wybory mojej Córki o dziwo przełożyły się w znacznym stopniu na wyniki głosowania w naszej okolicy. Tak sobie myślę, że dużo sześciolatków musiało głosować...

 

Zachęcona sukcesem głosowania Córki (poza drobnym nieporozumieniem dotyczącym tego, kto tu właściwie klika), chciwie skierowałam wzrok na mojego niespełna dwuletniego Syna. Niestety, poniosłam całkowitą porażkę. Żaden z tytułów projektu nie przeszedł przez sito ograniczonego zasobu jego słownictwa składającego się z kilkunastu sylab i dźwięków. Próba zadawania pytań zamkniętych wymagających odpowiedzi tak/nie również okazała się porażką, gdyż Syn uporczywie powtarzał „Mama nie, Mama nie” i stanowczo wskazywał paluszkiem za okno, gdzie w promieniach słońcach na alpejskiej zielonej trawce wygrzewały się kocięta i muczała krowa, słowem –  raj). Partycypacja przegrała więc z wakacyjną pasywnością. No cóż, za rok z pewnością nam się uda. Może akurat będzie lało?

 

 

Szczegółowe informacje o warszawskim budżecie partycypacyjnym (od etapu składania wniosków poprzez debaty przed głosowanie aż po głosowanie i ogłoszenie wyników) można znaleźć na stronie http://www.twojbudzet.um.warszawa.pl/ oraz na FB: https://www.facebook.com/budzetpartycypacyjnywarszawa. Poniżej jeszcze infografika podsumowaująca warszawskie głosowanie z podziałem na wiek głosujących zaczerpnięta ze strony Urzędu m.st. Warszawy.

 

 

Źródło: http://www.twojbudzet.um.warszawa.pl/

2013-12-18 11:35:59

Refren przeboju zespołu Perfect sprzed kilkunastu lat brzmiał: „….Nie mogę Ci wiele dać, bo sam niewiele mam…”. Często słyszymy takie tłumaczenie osób odmawiającym innym pomocy. Na szczęście ta smutna fraza z piosenki, rzadko jest prawdziwa. Prawdziwe jednak jest to, że tak właśnie myśli wiele osób. Często po prostu nie są świadomi swoich mocnych stron, lub nie mają okazji pokazać swoich możliwości. W ten sposób nie tylko społeczności tracą osoby mogące angażować się społecznie, ale tracą także odmawiający współpracy. Tracą okazję do sprawdzenia swoich mocnych stron, do rozwoju różnych umiejętności, kompetencji. Dobrym przykładem mogą być umiejętności przywódcze, organizacyjne.

 

Wydaje się, że poza pracą zawodową niewiele jest miejsc, sytuacji, w których można sprawdzić się w organizowaniu zespołu, poszukiwaniu wyzwań, zarządzaniu projektem. Niewiele jest sytuacji, w których realnie trzeba wziąć odpowiedzialność, zmotywować zespół, rozwiązać konkretne problemy. A tymczasem wiele organizacji pozarządowych i instytucji publicznych daje lub może dawać  właśnie taką szansę. Tą szansą jest zaangażowanie w wolontariat. Jednak aby aktywność wolontariacka była źródłem indywidualnego rozwoju oraz nabywania nowych umiejętności,  to duża część organizacji pozarządowych i instytucji publicznych powinna zmienić swoje nastawienie do organizacji pracy wolontariatu. Potrzebne są propozycje pracy wolontariackiej opartej nie tylko na prostych czynnościach dla pojedynczych osób, ale konkretne wyzwania dla całych, choćby kilkuosobowych zespołów. Taka organizacja pracy wolontariackiej pozwoli na dzielenie się rolami w zespole, testowanie i nabywanie umiejętności.

 

Przed organizatorami wolontariatu stoi dodatkowe wyzwanie: wolontariat powinien przynosić korzyści społeczeństwu, budować dobro wspólne.  Nic tak dobrze nie niszczy społecznego zaangażowania, jak źle zorganizowany wolontariat. Przykładów mamy mnóstwo, niejeden raz widzieliśmy grupy znudzonych młodych wolontariuszy opartych o grabie przed szkołą - jednym słowem wolontariat powinien być organizowany w sposób odpowiedzialny i dobrze zarządzany, a przyniesie korzyści i społeczeństwu i wolontariuszom. Cieszy nas fakt, że wielu organizacjom pozarządowym i instytucjom publicznym, ruszyli z pomocą przedsiębiorcy organizujący wolontariat pracowniczy. To świetny przykład, na którym możemy się przekonać i nauczyć czym jest wolontariat kompetencji, jak można dobrze zorganizować pracę zespołów wolontariackich.

 

To też dobre miejsce dla rozwoju umiejętności liderskich. Można powiedzieć, że lider projektu wolontariackiego, który potrafi zorganizować zespół i wspólnie z nim przeprowadzić projekt, posiada realne talenty i kompetencje przywódcze oraz umiejętności pozafinansowego motywowania zespołu. Co oznacza, że w taką osobę warto inwestować. Tak jak i warto inwestować w wolontariat.

 

Nadając większą wartość pracy wolontariackiej podnosimy szacunek do pracy w ogóle. Odpowiedzialne przywództwo oparte na autorytecie i zaufaniu rodzi się w pracy zespołowej, pracy służącej społeczności, w pracy wolontariackiej.  

 

Przykład idzie z góry. Koalicja „Prezesi wolontariusze 2011” powstała z okazji Europejskiego Roku Wolontariatu i ma ważną misję do spełnienia: rozwój wolontariatu, wolontariatu pracowniczego i odpowiedzialnego przywództwa. Oczywiście, potrzebna jest współpraca i zaangażowanie wielu osób, organizacji i instytucji.

Warto im pomóc! Ponieważ oni sami skutecznie pomagają innym.

 

2013-12-06 14:18:30

Opowiem Wam historię: Dawno, dawno temu… no może nie tak bardzo dawno, ale była sobie dziewczynka, która miała wielkie marzenia. Może je spełni złota rybka? A może lepiej liczyć na dobrą wróżkę? – zastanawiała się dziewczynka. Postanowiła jednak nie czekać i zaczęła  działać. Dobrze się uczę, mam zainteresowania, działam jako wolontariusz – poszukam dla siebie stypendium - pomyślała sobie. Szukała w Internecie, szukała ogłoszeń w swojej okolicy. I udało się! Złożyła dokumenty, zdobyła stypendium i zaczęła spełniać swoje marzenia!


Jaki morał jest tej przypowiastki? Dziewczynka nie czekała, aż ktoś oferuje jej pomoc,  podjęła inicjatywę i jej zapał został doceniony.


Stypendia w Polsce nie są wyłącznie przyznawane w szkole i uczelni ze środków państwowych. Nie są to stypendia wyłącznie dla wybitnych osób. Są też stypendia dla ludzi z pasją, którzy chcą rozwijać swoje talenty, którzy działają społecznie. Te stypendia oferują organizacje pozarządowe, firmy i samorządy.


Na terenie Polski działa co najmniej 309 organizatorów realizujących ponad 350 programów stypendialnych finansowanych z wyłączeniem środków rządowych i unijnych!


Skąd to wiem? Z raportu „Mapa stypendiów – o stypendiach społecznych w Polsce”, którego wyniki po raz pierwszy zostały zaprezentowane 26 listopada w Warszawie podczas konferencji pt. Mapa stypendiów w Polsce.


Celem badania było zdobycie aktualnej wiedzy o stypendiach przyznawanych przez NGO, firmy, samorządy i szkoły. W raporcie znalazły się również  odpowiedzi, na takie pytania: Jaka jest średnia wysokość stypendiów? Na jaki okres są zwykle przyznawane? Z jakich pochodzą źródeł?

Dziewczynka z bajki  mogła znaleźć stypendium, dzięki temu, że wiele organizacji pozarządowych, firm, samorządów postawiło sobie za cel wspieranie młodych, utalentowanych, aktywnych ludzi.  Ona skorzystała z tej szansy i wygrała!


Zapraszam do obejrzenia relacji z listopadowej konferencji oraz zapoznania się z wynikami badania na stronie serwisu o stypendiach – www.mojestypendium.pl

 

 

 

 

 

2013-12-03 10:04:18

 

Nigdy nie rozumiałem stwierdzenia, że można mieć umysł ścisły lub humanistyczny. Co to znaczy? Wydaje mi się, że taka deklaracja jest wysoce nierozsądna, jest przyznaniem się do ograniczonych horyzontów. A dokładnie jest pozornym ograniczeniem, bo doprawdy każdy z nas może posiąść pewną podstawową wiedzę i umiejętności z obu tych, wydawałoby się, odległych dziedzin. Bo czy faktycznie można się rozwijać zajmując się tylko naukami ścisłymi, albo tylko naukami humanistycznymi? Myślę, że jest to niemożliwe.

 

Ucząc się historii, języków, poznając kulturę, stosunki społeczno-gospodarcze zdobywamy podstawową wiedzę o świecie. Umożliwia ona nam rozumienie świata. Jednak dopiero matematyka uczy nas myślenia! Przedmioty ścisłe opisują świat konkretnie takim jaki on jest, tłumacząc jak coś działa. Nie można powiedzieć, że jedna dziedzina jest ważniejsza od drugiej. One są w pełni komplementarne, uzupełniają się i niezbędne jest poznawanie ich obu. Moim zdaniem bardzo ważne jest, aby szkoła uczyła takiego podejścia.

 

W dzisiejszej gospodarce opartej na wiedzy wręcz niezbędne jest posiadanie szerokich kompetencji, bycie elastycznym i gotowym do poznawania nowych rzeczy, zdobywania nowych umiejętności. Nie da się również sprawnie funkcjonować bez rozwiniętych kompetencji cyfrowych. W związku z tym niezmiernie ważny jest kontakt, chociaż na poziomie podstawowym, z programowaniem. Należy tutaj zaznaczyć, że jest to również świetny sposób na oswajanie się z językiem angielskim, który jest uniwersalnym, globalnym językiem informatyki. Dzisiaj z komputerami mamy do czynienia w każdej dziedzinie życia i dużo łatwiej jest poruszać się w tak skonstruowanej przestrzeni rozumiejąc jak to działa. I co najlepsze, jest to absolutnie osiągalne dla każdego! Jak?

 

W internecie istnieje mnóstwo stron z samouczkami, materiałami do nauki programowania. Już małe dzieci w szkole mogą uczyć się programowania dzięki takim projektom jak Scratch, który jest dziełem Massachusetts Institute of Technology (MIT) - http://scratch.mit.edu/. Jest to proste narzędzie, oparte na zasadzie budowania z klocków i gotowych komend. Daje dużo możliwości - pozwala poprzez zabawę tworzyć gry, pokazy multimedialne, kartki i inne programy. Nie można też zapominać, że Scratch jest również platformą społecznościową, a więc uczy umiejętności społecznych podczas współpracy nad projektami. Co więcej, ma tam miejsce dzielenie się wiedzą i pomysłami, ponieważ oprogramowanie, dokumentacja i wytwory dzieci i młodzieży są dostępne innym użytkownikom. Czasami aż trudno uwierzyć, że przedstawione tam gry i animacje są stworzone przez dzieci[1].

 

I w cale nie chodzi o to, że każdy powinien umieć programować! To jest nawet niemożliwe i niepotrzebne. Jednak warto, aby każdy poznał pewne podstawowe logiczne schematy, na podstawie których działa większość świata, w którym mamy do czynienia z komputerami. Chodzi o to, że dzięki programowaniu, rozwijają się w dzieciach umiejętności analitycznego i kreatywnego myślenia, które potrzebne są w dorosłym życiu, nie tylko specjalistom.

 

Tak jak nie wyobrażam sobie, że cenne może być deprecjonowanie matematyki, tak w dzisiejszych czasach wielkim zaniedbaniem byłoby niedostrzeżenie jak wielkie znaczenie ma informatyka i programowanie. W naszym wspólnym interesie jest zadbanie o jak najwyższy priorytet dla nauczania informatyki i programowania w polskich szkołach. Jednak również ważne jest promowanie otwartości na nowe technologie i chęć zdobywania nowych umiejętności w tym zakresie wśród dorosłych Polaków. Dzisiaj jest to równie ważne jak czytanie i pisanie. Brak podstawowego zrozumienia zasad działania komputerów jest nowym odpowiednikiem analfabetyzmu[2]. Wysokie kompetencje cyfrowe są niewątpliwie dobrem wspólnym w dzisiejszym rozwijających się świecie i mogą zadecydować o sukcesie bądź nie, naszego kraju.

 

Jeżeli zainteresowałem Cię tym tematem, obejrzyj proszę film (m.in. z udziałem Billa Gatesa i Marka Zuckerberga) i po prostu zacznij się bawić programowaniem i inspiruj do tego swoje dzieci, bliskich i znajomych!

 

Czego większość szkół nie uczy

 

 

 

Inne polecane strony na ten temat:

http://code.org/ i http://csedweek.org/

http://centrumcyfrowe.pl/strony/czasnaupgrade/

http://mistrzowiekodowania.pl/

http://szkolakodzenia.ee/

http://www.crunchzilla.com/

http://javastart.pl/

http://ggoralski.com/

http://www.szkola-programowania.eu/

http://www.dobreprogramy.pl/Dropcio/Jak-zaczac-programowanie-krok-po-kroku,34871.html

 

Tomasz Kwietniewski

 


[1] Por. E. Piotrowska-Gromniak, Czy programowanie to właściwe zajęcie dla dzieci?, źródło: http://mistrzowiekodowania.pl/czy-programowanie-wlasciwe-zajecie-dla-dzieci/, dostęp 02.12.2013 r.

[2] Por. Centrum Cyfrowe, Czas na upgrade? Nauka programowania w szkołach, źródło: http://centrumcyfrowe.pl/strony/czasnaupgrade/, dostęp 03.12.2013 r.

 

 

 

2013-11-27 11:52:32

Natknęłam się na ciekawy test Are you a commoner?, który sprawdza w jakim stopniu ankietowany jest osobą prospołeczną, osobą doceniającą rolę dobra wspólnego.  Po wykonaniu testu i otrzymaniu informacji zwrotnej (a dodam, że wstydu nie ma, choć mogło być lepiej) zaczęłam się zastanawiać, na ile dobro wspólne ma szasnę stać się ważną i powszechną ideą, jeśli nawet jej propagatorzy nie wpisują się w pełni w profil „wyznawcy” ? Jak uczy teoria, aby zmiana była trwała i skuteczna, należy zmienić postawy ludzi i sposób myślenia, czyli skoncentrować się na pracy u podstaw.  


I tu z pomocą przychodzą lokalne partnerstwa, które poprzez  swoje odważne i wizjonerskie projekty pracują nad postawami partnerów oraz społeczności lokalnej. W bieżącej edycji programu „Lokalne Partnerstwa PAFW” siedem partnerstw wykonywało organiczną pracę szerzenia idei dobra wspólnego. Na szczególną uwagę zasługują trzy, które zostały nagrodzone jako Najefektywniejsze Partnerstwa III. edycji, na czele ze swoimi liderami: Funduszem Lokalnym Ziemi Biłgorajskiej, Stowarzyszeniem LGD Partnerstwo Drawy ze Złocieńca oraz Stowarzyszeniem Europa i My z Grodziska Mazowieckiego. To właśnie takie projekty jak budowanie przestrzeni publicznej dla społecznej aktywności (Biłgoraj), zawiązywanie przyjaźni między wrogo nastawionymi do siebie miastami (Złocieniec i Drawsko Pomorskie), czy też stworzenie lokalnej obywatelskiej telewizji internetowej (Grodzisk Mazowiecki) mogą zmienić postawy ludzi i umożliwić integrację wokół idei dobra wspólnego (więcej informacji w wersji multimedialnej o niniejszych projektach można znaleźć tutaj).

 

Myśl o najefektywniejszych partnerstwach mnie uspokoiła - znaleźliśmy jednak receptę na zagnieżdżenie dobra wspólnego i  wyklucie się … no właśnie kogo – „wyznawców” dobra wspólnego, propagatorów, „wspólnotowców”?  Jakim słowem określić  osobę, która dostrzega kluczową rolę tej idei? A przecież język kształtuje świadomość. Słownik synonimów w niczym mi nie pomógł (bo właściwie to synonimem jakiego słowa miałby być nasz „wyznawca”). Próbuje więc od drugiej strony – słownik antonimów. Wpisuję hasło: samotnik. Wyskakują liczne odpowiedzi, w tym do najbardziej soczystych należą: hulaka, swawolnik, utracjusz, birbant, a nawet sowizdrzał(!). Lekko zniechęcona próbuję z hasłami: indywidualista, jednostka, egoista – bez większego efektu. Pewne nadzieje wzbudza dobrodziej (ale czuję podskórnie, że potrzebujemy czegoś bardziej nowoczesnego) i społecznik (chyba najbliższy moim oczekiwaniom, chociaż przydałoby się bardziej określenie na przeciętnego „wyznawcę” dobra wspólnego, a nie wpływowego lidera zmian społecznych). Wracam więc do źródła, czyli do angielskiego słowa commoner, które Tłumacz Google wyjaśnia jako: student bez stypendium (nikomu nie życzę), członek Izby Gmin (ciekawe, nie wiedziałam), człowiek z ludu (ciepło, coraz cieplej), albo nasz tytułowy  chudopachołek

 

 I tu się poddaję, dalej nie szukam, zostawiam ten problem, póki co, nierozwiązany. Zachęcam do przemyśleń na ten temat, ewentualnie propozycji, a w międzyczasie proponuję zrobienie rachunku sumienia z dobra wspólnego i wykonanie testu: Are you a commoner?

Partnerzy

Ta strona używa Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania - przeczytaj naszą politykę prywatności. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie. Zgadzam się